Przepis na rodzinę – Portrety polskich tatusiów cz. VI [wywiad]

Mężczyźni też chcą stworzyć rodzinę – to już wiemy. Ale jaki mają plan na to, by była szczęśliwa i trwała? Czy oświadczyny, padnięcie na kolana jest potrzebne? Czy ważne jest posiadanie papierka potwierdzającego – mam żonę? Oto ostatnia część wywiadu z tatusiami, którzy nie boją się mówić o uczuciach.

 

Tata, ojciec, tata i dziecko

 

Logo DzidziusiowoMagda Szewczyk: Pierwszy sygnał Waszych dzieci do Was, który uświadomił, że nic już nie będzie takie samo?

Marcin: Tak naprawdę chyba zdałem sobie z tego sprawę, gdy na teście zobaczyliśmy dwa paski. Wiedzieliśmy, że właśnie zmienił się nasz świat, totalnie i nieodwracalnie. Potem chyba powrót do domu, na raty w dodatku przez moją chorobę oraz inne komplikacje tylko nas w tym upewnił. Pierwsza noc z Szymonem w domu, pierwszy tydzień, miesiąc, rok. To był dla nas okres, kiedy we wszystkim byliśmy po raz pierwszy i wiedzieliśmy, że nic już nigdy nie będzie takie samo.

Sebastian: Zastanawiam się... Chyba nie było czegoś takiego. Życie się zmieniło, ale starałem się na to przygotować przed zmianą, potem już tylko odnajdywać się w konkretnych sytuacjach. Lubię patrzeć na życie jak na drogę, która nie wiedzie w kółko.

Michał: Nie patrzę na moje dziecko w ten sposób. Siłą rzeczy życie z dzieckiem to nowe i dodatkowe obowiązki, ale nigdy w mojej głowie nie pojawiła się myśl, że nic już nie będzie takie samo. W mojej ocenie takie sformułowania mają gdzieś w tle odcień żalu, że pojawienie się dziecka coś zepsuło. Moim zdaniem takie myślenie jest bardzo nie fair w stosunku do dzieci, bo one same na ten świat nigdy się nie pchają…Taka myśl trafiła jednak kiedyś i do mnie, chociaż miało to miejsce w innej sytuacji. A dokładniej parę miesięcy po tym, jak żona po złożeniu wniosku o rozwód (bez orzekania o winie), nagle, wbrew wcześniejszym ustaleniom i bez żadnego powodu, zabrała naszego syna i doprowadziła do tego, że tego samego dnia zostałem brutalnie wyrzucony z naszego domu (mieszkania jej rodziców, w którym mieszkaliśmy od kilku lat). Od tego dnia nie mogłem zobaczyć mojego dziecka, nie narażając się na prowokację, która mogłaby mnie pogrążyć przed sądem (miałem konkretne przesłanki, żeby obawiać się takiego rozwoju wypadków). W dniu, gdy rano, przed wyjściem do pracy, widziałem syna po raz ostatni miał 2,5 roku i mówił pojedyncze wyrazy lub zlepki kilku słów. Po trzech miesiącach, podczas których nie rozmawiałem z nim nawet przez telefon, przybiegł do mnie maluch, który rozpoznał mnie natychmiast, patrzył mi się cały czas w oczy i z ufnym uśmiechem mówił do mnie pełnymi zdaniami… Do tej pory nie potrafię powstrzymać emocji, mimo, że minął ponad rok… Wtedy pomyślałem, że nic już nigdy nie będzie takie samo.

Jakub: Nie zgadzam się z tak postawionym pytaniem. Pojawienie się dziecka to nie rewolucja. Wszystko jest takie samo. Tylko, że w tym „wszystkim” zaczyna towarzyszyć ci twój mały przyjaciel, potem trochę większy a potem już partner – twoje dorosłe dziecko. Trzeba być na to gotowym i ja byłem. Jak już powiedziałem jestem osobą racjonalną.

A.: Kopniaczki dzieci jeszcze w brzuchu, a potem to już permanentne niedospanie.

Przemek: Moja żona powiedziała „jutro się wyprowadzam”, a starsza córka na to „zostaję z tatą, a teraz idę do siebie, bo kończę grać w Half Life`a”.

 

 

Logo DzidziusiowoMSZ: Małżeństwo dla dziecka: tak czy nie?

Marcin: Tak i nie. Bo nie da się odpowiedzieć jednoznacznie. Jeśli jakaś para żyje ze sobą bez ślubu od lat, kocha się, chce być razem i „nagle” trafia się dziecko, to tak, dla dobra dziecka warto się pobrać. Bo wszędzie jest łatwiej; w urzędach, w szkołach, to po prostu praktyczne. Jeżeli jednak dziewczyna i chłopak po prostu „idą do łóżka”, bo chcą się ze sobą przespać, a nie chcą ze sobą być i dziecko pojawia się, bo „wpadli”, małżeństwo jest przeważnie złym pomysłem. Wiele było, jest i pewnie niestety będzie takich małżeństw, które pojawiły się, bo przecież „tak wypada” i po roku żyją ze sobą jak pies z kotem na siłę, ale już są po rozwodach. Wszystko zależy od rodziców – jeżeli naprawdę chcą ze sobą być, chcą razem wychować swoje wspólne dziecko, to powinni się pobrać. Ale to właśnie w takiej kolejności – być ze sobą, więc się pobrać, a nie pobrać się, więc być.

Sebastian: Sam akt prawny tak, ale nie ma to jakiegoś wpływu na związek.

Michał: Mam tendencję do rozgadywania/rozpisywania się, a to wbrew pozorom skomplikowane pytanie i zadane w niejednoznaczny sposób. Upraszczając uważam, że człowiek powinien być odpowiedzialny za swoje czyny – dzieci nie przychodzą na świat z własnej woli, tylko najczęściej w efekcie współpracy dwojga ludzi. I Ci dwoje są za nie odpowiedzialni do końca swoich dni. Jednocześnie fikcyjne utrzymywanie małżeństwa, w którym źle się dzieje tylko, dlatego, żeby dziecko miało na pokładzie cały czas i mamę i tatę jest chore.

Jakub: Potwierdzenie, że spełnię się i poradzę sobie w każdej roli. I że zrobię to doskonale.

A.: Nie (po ślubie byliśmy kilka lat).

Przemek: Wziąłem ślub, bo dziecko było w drodze. Tzn. mam zwyczaj nie uchylać się od odpowiedzialności.

 

Logo DzidziusiowoMSZ: Stereotyp dziecko potrzebuje przede wszystkim miłości, reszta sama przyjdzie uważacie za prawdziwe?

Marcin: W każdym stereotypie jest trochę prawdy. Miłość jest bardzo ważna, dziecko musi wiedzieć, że jest kochane. Ale to nie może być ślepa miłość, bo tym tylko zrobimy dziecku krzywdę. Trzeba pamiętać, że poza miłością dziecko potrzebuje chociażby wyraźnych granic, rozsądku, zasad. Ale z całą pewnością miłość i jej okazywanie jest jedną z najważniejszych rzeczy.

Sebastian: Właściwie, kiedy zaczynamy rozmawiać o różnych pojęciach powinniśmy je razem wspólnie zdefiniować, tak byśmy wiedzieli, o czym mówimy. Miłość to bardzo ogólne pojęcie, w którym można zmieścić wiele. Dzieci mają różne potrzeby, wszyscy ludzie tak mają. Kiedy towarzyszy się dziecku warto o tym pamiętać. Natomiast lubię mówić, że jeśli zaspokoimy wszystkie potrzeby dziecka (również tą niezależności), to "wszystko przyjdzie samo". Ale też nie tak, że zjawi się znikąd... To przychodzenie to proces. Stawanie się człowieka jest czymś fantastycznym i bardzo mnie fascynuje.

Michał: Nikogo nie zmusi się do kochania, nawet swojego własnego dziecka. Natomiast, jeżeli ktoś naprawdę kocha to faktycznie całą reszta przyjdzie sama. Przy czym mówię o prawdziwej miłości, a nie tak jak w dowcipie: – Musi Pan bardzo kochać żonę? – No muszę…

Jakub: Nie znam i nie rozumiem tego stwierdzenia. Wydaje mi się jakieś płytkie i infantylne, a więc chyba się z nim nie zgadzam…

A.: Jak najbardziej.

Przemek: Dziecko potrzebuje wychowania. Mądrego wychowania, wypływającego z serca. Dziecko potrzebuje spokoju, miejsca na rozwój. Dziecko nie potrzebuje rodzica-bluszcza osaczającego z każdej strony.

Panowie, bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Wywiad z Marcinem, Sebastianem, Michałem, Jakubem, A. i Przemkiem przeprowadziła Magdalena Szewczyk.

 

Czekamy na Wasze opinie, jak podobały się Wam wypowiedzi chłopaków. Uważacie, że mężczyźni myślą podobnie jak kobiety? Sądzicie, że tacierzyństwo bardzo różni się od macierzyństwa, czy jest podobne? Czekamy na Wasze komentarze i zachęcamy do dyskusji!

 

Przeczytaj pozostałe części wywiadu:

Kiedy mężczyzna chce mieć dziecko? Portrety polskich tatusiów cz. I [wywiad] >>

Będę tatą – Portrety polskich tatusiów cz. II [wywiad] >>

Wyobrażenie o dziecku – Portrety polskich tatusiów cz. III [wywiad] >>

Tata, a dziecko – Portrety polskich tatusiów cz. IV [wywiad] >>

Wychowanie dziecka według taty – Portrety polskich tatusiów cz. V [wywiad] >>

 

Zdjęcie: Fotolia.pl

Komentarze
Dodaj komentarz
Aktualnie brak komentarzy dla wpisu