Awantury przy ubieraniu – jak ich uniknąć?

Jestem mamą pięciolatki, która lubi postawić na swoim, zwłaszcza w sytuacjach związanych z ubieraniem się. Wprawdzie zazwyczaj nie ma wielkich łez i krzyków, ale stanowczy upór to coś, z czym walczymy niemal codziennie. Ponieważ, wiem że takie problemy to chleb powszedni nie jednego polskiego domu to dziś, kilka moich domowych sposobów na małego uparciucha. Mam nadzieję, że i u Was się sprawdzą :)

 

Rano próbujesz dziecko ubrać do wyjścia a ono krzyczy, tupie i płacze. Jak sobie radzić?

 

SYTUACJA 1: Zaczynamy od pobudki …

Pierwsze słowa mojej córeczki to „nie mam siły”. Niezależnie czy chodzi o wstawanie czy ubranie się – ona jest zmęczona. Problem pojawia się zatem razem z otwarciem oczu. Tyle, że zmęczona raczej nie jest, bo przecież położyła się spać o odpowiedniej porze. Poza tym nawet jeśli się trochę nie wyspała, zmęczenie nie może nam zablokować wyjścia do przedszkola. W końcu muszę dojechać do pracy ;) A zatem czy moje maleństwo chce czy nie, zaczynamy proces ubierania się.

  • Czasami wystarczy wspomnienie, że koleżanki z przedszkola, a nawet Kotki (grupa najmłodszych przedszkolaków) umieją same założyć majtki i rajstopki, ale niestety bywa, że to ja muszę pomóc. Na szczęście zwykle niemoc i zmęczenie mijają jak ręką odjął po majtkach i rajstopkach ewentualnie skarpetkach, ale nie zawsze.
  • Często korzystam również z uwielbienia maluchów do rywalizacji. Na hasło kto pierwszy się ubierze, ten dostanie… córka robi wszystko, by wygrać współzawodnictwo ze starszym bratem i problem braku siły, i uporu związanego z ubieraniem się, mija.

 

SYTUACJA 2: Kiedy córka ma własne "modowe" zdanie…

Niestety pięciolatki potrafią mieć swoje zdanie również w stosunku do przedszkolnej mody i czasem dosłownie oburzają się i okopują na swojej pozycji. Dziś ulubionym sweterkiem jest ten z wizerunkiem Dory, a jutro nie można go już założyć, bo akurat króluje Hallo Kitty albo Barbie. To zna chyba każda mama, problem w tym jak sobie poradzić. U nas w domu córka ma sporo swobody w wybieraniu ubrań. Zazwyczaj to ja przygotowuję jej to, w co następnego dnia się ubierze, ale bywa, że popełnię jakąś niewybaczalną gafę modową i rozpoczyna się „ja tego nie założę!” i co wtedy? Oczywiście wszystko zależy od okoliczności ale w takiej sytuacji zazwyczaj:

  • Jeśli rozwiązaniem problemu jest wymiana sweterka lub spodni na inne, to nie ma sprawy.
  • O wiele gorzej kiedy chce założyć brudne ubranie lub zupełnie niedopasowane do pogody. Wtedy rozpoczynamy długie negocjacje i przekonywanie, kończące się zazwyczaj obietnicą, że przy najbliższej okazji założymy wybrane ubranko. Z mojej strony nigdy nie pada konkretny termin, chyba, że wiem, iż będzie dotrzymany ;). Warto pamiętać, że maluchy są bardzo pamiętliwe i jeśli obiecamy, że będą mogły założyć jutro koszulkę, to prawdopodobnie zechcą to zrobić.

 

 

SYTUACJA 3: A jeśli nie można się dogadać…

Nie wiem jak to bywa w innych domach, ale moja mała modelka niekiedy nie ma zamiaru odpuścić. Jak na złość, najczęściej tego typu sytuacje zdarzają się wtedy, kiedy spieszymy się do wyjścia. Zazwyczaj jest to próba sił, kto więcej wytrzyma i tak naprawdę wiemy o tym obie. Kiedy ona nie chce się ubierać sama, ja zaczynam to robić. Efektem jest płacz, krzyk „ja sama” i zdejmowanie odzieży, którą przed chwilą jej ubrałam. Zwykle w tym miejscu pojawia się groźba, że jak nie chce się ubrać to sama zostanie w domu, a w odpowiedzi kolejny wybuch płaczu i uporu. To sytuacja patowa, która na szczęście pojawia się u nas dość rzadko.

 

A u Was jak wygląda kwestia ubierania i czy macie swoje sposoby na modowe grymasy dzieci? Podzielcie się patentami, chętnie wypróbuję coś nowego :)

 

Zdjęcie: Fotolia fot. by © Ramona Heim

Przeczytaj również:

Jak być lepszym rodzicem - 10 zasad >>>

Komentarze
Dodaj komentarz
Ocena:
Czerwiec 1, 2016
Czasem wcale nie jest tak łatwo opanować mała buntowniczkę, która zawsze ma odmienne zdanie niż mama czy tata:) ale na pewno trzeba nad tym pracować i przede wszystkim zabierać dziecko na zakupy, niech się uczy decydować!