Jak przetrwać trudne zachowania dziecka i ich krytykę przez innych?

Nie lubię określenia trudne zachowania. Lubię za to mieć świadomość, że każde zachowanie coś komunikuje. Dotyczy to każdego z nas, bo się różnimy. Co oznacza określenie „trudne zachowania”? Pewnie to, że sprawiają nam trudność. Tymczasem jest tylko jeden przykład zachowań, które zmuszają nas do natychmiastowej reakcji, bez względu na to co znaczą. Chodzi o agresję. Kiedy dziecko jest agresywne wobec innego dziecka, albo wobec siebie, czy wobec zwierząt, roślin, a nawet przedmiotów - trzeba to natychmiast przerwać. Bez względu na wszystko. W przypadku innych sytuacji można spróbować je zrozumieć. 

 

Trudne zachowanie, dziecko, bunt dziecka

 

Autyzm – a co to takiego?

Dawno, dawno temu, gdy byłem jeszcze dzieckiem, w okolicy mojego domu pojawił się chłopiec autystyczny. Na podwórku przed domem było pełno dzieci. Co najmniej kilkanaście i żadnych dorosłych opiekunów. Był nudny letni dzień. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy, graliśmy w kapsle, ktoś huśtał się na huśtawce, kto inny zwisał z drabinek głową w dół. Nuda. Nagle ktoś krzyknął, że na boisku do piłki nożnej jest jakiś dziwny dzieciak. Pobiegliśmy tam wszyscy. Coś się działo. 

Było ich dwóch. Ten wyższy dziwnie się zachowywał. Jego dłonie były jak egzotyczne ptaki – w ciągłym ruchu. Wiły się, albo trzepotały, przyciągały mój wzrok. Chłopak piszczał ciszej lub głośniej, pohukiwał lub charczał. Nie mówił. Poruszał się w sposób nieskoordynowany. Tak jakby każda część jego ciała poruszała się zgodnie z własną wolą. Podskakiwał bądź nagle zrywał się do biegu. Trudno było przewidzieć jego kolejny ruch. Ten drugi był niższy i młodszy. Bardzo czujny i uważny. Nie spuszczał oczu z tego pierwszego. Czasem coś do niego mówił. Nie byli do siebie podobni, a jednak byli braćmi. 

- To jest mój brat. - powiedział ten niższy i dodał – On ma autyzm. Zachowuje się tak, bo tak musi, jeśli go zdenerwujecie, albo coś mu zrobicie to będzie miał atak szału. Lepiej, żeby nie miał.

Byli niesamowici. Obaj. Ten wyższy zachowywał się w sposób, jakiego nigdy nie widziałem wcześniej. I było to takie zachowanie, że człowiek stał z otwartą buzią i nie wiedział co myśleć. Ten mniejszy był bardzo pewny siebie. Dyrygował nami, miał wszystko pod kontrolą, zachowywał się jak dorosły. Odpowiadał na nasze pytania i w tym samym czasie cały czas wiedział co robi jego brat. Potrafił się z nim porozumiewać. Jako jedyny, bo my mogliśmy sobie gadać, a jedyną reakcją na to było tylko szybsze trzepotanie dłońmi, albo głośniejszy pisk. A kiedy młodszy brat mówił coś do starszego, to ten starszy mniej lub bardziej precyzyjnie wykonywał jego polecenia, choć w ogóle zdawał się na niego nie patrzeć, ani go nie słyszeć. Była między nimi jakaś nić porozumienia. 

Po chwili emocje opadły. Chłopak zachowywał się dziwacznie, ale nic z tego nie wynikało. Nie okazało się to na tyle interesujące, by zatrzymać naszą uwagę na dłużej. Spacyfikowaliśmy wyrywnych, którzy chcieli zrobić tym chłopcom jakąś przykrość i wróciliśmy do codziennej nudy. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem autyzm i być może po raz pierwszy usłyszałem to słowo. 

Czy zachowania tego chłopaka to były właśnie te sławne trudne zachowania?

 

Historia zatoczyła koło

Jakieś trzydzieści lat później jestem na turnusie terapeutycznym z moim synem. Większość dzieci, które tam były poddawane terapii miały jakieś zaburzenia w spektrum autyzmu. Spędzaliśmy razem dużo czasu. Widzieliśmy się niemal non stop. Wszystkie te dziwne zachowania przestały nas dziwić. Oswoiliśmy się z nimi. 

Pewnego dnia, wieczorem, po zajęciach, schodziliśmy z ukrytego w lesie ośrodka do położonej nieopodal wioski. Prawie nic w niej nie było. Dwa lub trzy sklepy, jakieś dwie restauracje, wypożyczalnia kajaków. Wyrywaliśmy się tam jak do wielkiego świata po całym dniu odprowadzania dziecka od jednego gabinetu terapeutycznego do drugiego. Obok nas szły w tym samym kierunku inne rodziny. Nagle jeden z chłopców puścił się biegiem wyprzedzając rodziców. Mógł, nic mu tam nie groziło. Zatrzymał się zresztą równie nagle jak nagle ruszył zbliżając się do pierwszych zabudowań wioski. Stała tam starsza kobieta oparta o rower. Być może na kogoś czekała. Chłopak zatrzymał się kilka metrów od niej i zaczął trzepotać rękami. Nie patrzył w jej kierunku. Z pasją powtarzał jakieś zdanie. Byłem blisko, ale nie słyszałem dokładnie. Nagle kobieta skupiła na nim swoją uwagę, popatrzyła na jego dłonie. 

- Jakbym ci maznęła, to od razu zacząłbyś zachowywać się normalnie - powiedziała i wykonała ruch ręką jakby zamachiwała się na niego. Chłopak wciąż nie patrząc na nią skamieniał. Instynktownie przyspieszyłem kroku, żeby stanąć między nimi. 

Nie powinno do niczego dojść. Jestem pewien, że ta kobieta nie była chuliganką, która bije nieznajome dzieci na ulicy. Chłopak też nie należał do niebezpiecznych. Nigdy nikogo nie zaatakował. Jednak ona źle zrozumiała mowę jego ciała i poczuła się w obowiązku zareagować, strofowała go. Nie wiedziałem jak on na to zareaguje. Może w pierwszym odruchu będzie się bronił, a może ucieknie? Interakcja, która rozpoczęła się między nimi nie była fajna i mogła mieć złe konsekwencje. Podszedłem szybko i powiedziałem coś uspokajającego do chłopaka, kompletnie ignorując kobietę. Chciałem tylko, żeby widziała, że on nie jest sam. To wystarczyło, żeby rozładować napięcie. 

Czy to były te legendarne trudne zachowania? 

 

Podstawowe zadania nie są proste 

W jakimś momencie terapii mój syn zaczął płakać, gdy wyjeżdżaliśmy na terapię i gdy z niej wracaliśmy. Jeździliśmy komunikacją miejską między innymi dlatego, że jeżdżenie nią to ważna umiejętność. Wielu z nas nie musi się jej uczyć, ale niektórzy muszą. Były to dla mnie strasznie trudne momenty – nie wiedziałem jak reagować. Kiedy próbowałem go uspokoić - on darł się jeszcze głośniej. Zacząłem panicznie bać się jazdy autobusem z synem. Nie ułatwiali tego współpasażerowie, którzy zazwyczaj tylko patrzyli z naganą w oczach, ale czasem również w niewybredny sposób komentowali. Nie był to powód, by wstrzymać terapię, wręcz przeciwnie, trzeba było temu jakoś zaradzić. Niektórzy mówili, że właśnie dlatego wszędzie wożą dziecko samochodami – może sobie wyć, ile chce i nic nikomu do tego. Tylko, że w ten sposób właściwie ubezwłasnowolniają swoje dzieci.  Jak one kiedykolwiek mają stać się samodzielne, jeśli wszędzie będą musiały jeździć z rodzicami samochodami? Postanowiłem porozmawiać o tym z terapeutą. Liczyłem, że zdradzi mi jakiś idealny sposób, który załatwi wszystko od ręki, ale takich sposobów nie ma. 

 

 

Obserwuj swoje dziecko

Każde zachowanie coś komunikuje. Czasem nie wiemy co i wtedy możemy starać się je zrozumieć. Powinniśmy pamiętać o tym, że obok zachowań agresywnych, które należy przerwać natychmiast, są też zachowania nieakceptowane społecznie. Na przykład płacz w autobusie, albo trzepotanie rękami. Powinniśmy starać się doprowadzić do tego, żeby nasze dzieci nie zachowywały się w sposób, który powoduje to, że nie są akceptowane przez postronnych, którzy mogą niczego nie rozumieć. Czasem jednak trochę trwa nim uda się to osiągnąć. 

Komunikacja ma sens jedynie wtedy, kiedy jest na nią reakcja. Jeśli dziecko komunikuje coś w sposób, który może być nieakceptowany przez innych, należy pokazać mu, że to nie działa, czyli nie reagować. Nie oznacza to, że powinniśmy mówić do dziecka: „Nie rozmawiam z tobą, dopóki się nie uspokoisz”. Nie powinniśmy wysyłać negatywnych komunikatów, bo to może wywołać niepotrzebne napięcie i eskalację. Kłótnia zaczyna się od słowa i ostrej reakcji na nie, później następuje wymiana ciosów, która może doprowadzić do wybuchu wojny światowej. Dlatego lepiej nie zaczynać i nie ciągnąć. Wystarczy przestać reagować. Wyciszyć swoje reakcje. Być wspierającym, otwartym i miłym, ale nie wspierać postępowania, które chcemy wyciszyć. Nie zwracać na nie uwagi. Dzieci są inteligentne. Czasem to, że uda im się wywołać awanturę jest dla nich wystarczającą nagrodą, by powtarzać zachowania, które denerwują innych. Po prostu w inny sposób mogą nie umieć wejść w interakcję z innymi. Jeżeli zauważą, że to nie działa, to przestaną to robić. Poszukają innych sposobów – zamiast płakać mogą zacząć kląć na przykład. Albo normalnie rozmawiać, czy pluć i patrzeć na reakcję. 

 

Nie oceniaj i spróbuj nie zwracać uwagi

Idealnie byłoby, gdyby wszyscy ludzie na świecie o tym wiedzieli i nie zwracali uwagi na zachowania dziwne, które nikomu nie szkodzą (bo jeśli szkodzą, to trzeba przerwać). Niestety idealny świat nie istnieje. Niektórzy ludzie reagują krytycznie na takie zachowania. Wywołują awanturę, a dziecko widzi, że ich sposób działa, czyli, że warto to robić. Jak sobie z nimi radzić? Tak jak z dziećmi. Nie wchodzić w spór, nie dopuszczać do eskalacji. Ignorować. Bo jeśli dobrze się zastanowić, to trzeba dojść do wniosku, że próby strofowania kogoś za zachowania, które nie są w nikogo wymierzone i nie czynią nikomu szkody są przykładami zachowań trudnych. 

Pamiętam, że kiedyś jakaś kobieta przeszła przez cały autobus, żeby powiedzieć mi, że mam natychmiast uspokoić to dziecko, które terroryzuje cały autobus. Nie odpowiedziałem nic. Nie uważam, że powinienem informować wszystkich o wyzwaniach mojego syna, czy w jakikolwiek go tłumaczyć – dzieci mają prawo wyrażać swoje emocje. Spojrzałem na nią w taki sposób, że natychmiast, bez słowa, wyruszyła w drogę powrotną na swój koniec autobusu. Udało mi się nie dać się wciągnąć w awanturę, nie eskalować jej i być może nie doprowadziłem do wybuchu społecznej dyskusji. A chwilę później i tak wysiedliśmy. 

 

Wiele miesięcy później okazało się, że mój syn nie lubi jeździć autobusami, bo uważa, że to jest po pierwsze nudne, a po drugie to niepotrzebna strata czasu. Powiedział mi to, kiedy już potrafił opisać i nazwać swój stan oraz swoje emocje. Przestał reagować na autobus płaczem po drugim przejeździe, w trakcie którego nie reagowałem na płacz. 

 

Zdjęcie: Fotolia.pl

Komentarze
Dodaj komentarz
Ocena:
Czerwiec 27, 2017
Dziękuje za świetny tekst, obydwa dotarł do jak największej liczby osób