Jak wygląda codzienność z dzieckiem z wyzwaniami rozwoju?

Kiedy już mamy diagnozę (załóżmy, że nie mamy kłopotu z jej akceptacją) powinniśmy poszukać dla dziecka jakiejś terapii. W późniejszym czasie może okazać się, że sami potrzebujemy terapii, ale tu przyjmijmy, że odwrotnie niż w pikującym samolocie, najpierw zajmujemy się dzieckiem. 

 

Dziecko, wychowanie dziecka, rozwój dziecka

 

Dziecko powinno iść na terapię

Teoretycznie terapii jest pełno. Nie wiem, czy istnieje ktoś, kto potrafi wymienić wszystkie możliwe ich rodzaje. Tak naprawdę nie ma to jednak większego znaczenia. Naprawdę ważne są dwie rzeczy – trzeba znaleźć coś blisko miejsca zamieszkania (żeby nie tracić za dużo czasu na dojazdy) i coś na co będzie nas stać, bo terapie są drogie. Warto też sprawdzić (na przykład w internecie) na czym te terapie polegają i kto je prowadzi. Istnieje wiele opinii na ten temat. Niektórzy twierdzą, że pomóc może wszystko, a inni, że tylko jeden bardzo określony rodzaj terapii. Nie chcę się tym zajmować. Każdy ma swój rozum i powinien z niego korzystać. 

Kiedy terapia się już zacznie – nie ma sensu liczyć na cud. Cuda terapeutyczne zdarzają się tak samo często, jak cuda w innych dziedzinach życia – ich pojawienie się można traktować w kategoriach cudu. Czasem przez długi czas nie dzieje się zupełnie nic, a później pojawiają się jakieś postępy, a czasem co chwila pojawia się jakiś mały sukces, potem kolejny problem i tak w kółko. Nim ktoś jednak przerazi się za bardzo dodam tylko, że w życiu tak jest. Naprawdę rzadko zdarzają się cuda. 

 

 

Rodzic jest rodzicem, nie terapeutą 

Słabym pomysłem jest żeby rodzic był terapeutą dziecka. Chyba, że jest przeszkolonym specjalistą, wie o co chodzi i najpewniej nie czyta tego tekstu. Równie złym pomysłem jest, by rodzic był tylko szoferem dziecka, który nic tylko podwozi dziecko na zajęcia. Oczywiście dziecko czasem trzeba podwieźć na zajęcia, ale to nie wszystko. Cały kawał życia odbywa się poza gabinetami terapeutycznymi. Można nawet powiedzieć, że większość. I jest to kawał ważny. Taki, który może przynieść bardzo dużo pozytywnych efektów dla rozwoju dziecka. Nie jest przecież tajemnicą, że nam wszystkim w sprzyjających warunkach idzie lepiej.  

Dlatego warto popracować również nad sobą – wyrzucić perfekcjonizm, uzbroić się w cierpliwość i wyłączyć oczekiwania. Angażować dziecko w codzienne czynności adekwatnie do jego umiejętności, budować i pielęgnować kontakt z nim, pracować nad relacją. Naprawdę wszystko jest prostsze, gdy jest zaufanie, wzajemna sympatia pomiędzy ludźmi i pole, na którym coś się między nimi dzieje. Nie chodzi o dyrektywne sterowanie dzieckiem. Już raczej podążanie za nim, a później proponowanie mu różnych aktywności, które ono może odrzucić. Jeśli dziecko mówi, to rozmawiać z nim. Utrzymywać kontakt! Kiedy nie mówi, to zalewać kąpielą słowną. I co ważne – nie być nadzorcą zabawy, ale w niej uczestniczyć.

 

Ciągła praca nad budowaniem relacji

To wszystko nie zawsze jest łatwe i wymaga czasu, ale procentuje. Na wielu płaszczyznach łatwiej jest się dogadać, gdy ma się z kimś żywą relację. Kiedy to, co między nami a dzieckiem, napędzają wspólne uczucia. Dzieciaki z zaburzeniami w spektrum autyzmu mają kłopoty z budowaniem relacji, ale jeśli im poświęci się trochę uwagi, to udaje się je tworzyć i rozwijać. Jest to fajne jak fajne są relacje z innymi ludźmi (niektórzy naukowcy twierdzą, że relacje z innymi ludźmi to jest powód dlaczego jesteśmy tak zbudowani jak jesteśmy). 

 

A co z terapią dla rodziców? 

Właściwie niewiele się o niej mówi. Rodzice nie mają przecież wyzwań rozwojowych. W przeciwieństwie do dzieci nie potrzebują interwencji terapeutycznej, która mogłaby stymulować ich rozwój. A więc o co chodzi? Oczywiście o stres. To bardzo powszechny czynnik współczesnego życia, który obniża jego jakość i powoduje szereg problemów. Potrafi rozbić. Drąży człowieka jak nienażarty robal. I daje różne efekty – od zaburzeń zdrowia fizycznego po problemy psychiczne. Całe spektrum. 

Długo myślałem, że nie mam z tym kłopotów. Wydawało mi się, że radzę sobie całkiem nieźle. Że mam nad tym kontrolę. Wszyscy tak myślimy. W rzeczywistości większość z nas dotyka troska o bliskich, o to co się dzieje i co się nie zdarzy. Niektórzy nie zwracają uwagi na swój stan do czasu, gdy pewnego dnia nie uda im się wstać z łóżka. Inni nie łapią o co chodzi nawet wtedy, gdy przeraża ich widok własnego cienia. 

Po raz pierwszy zwróciłem uwagę na ten problem po lekturze książki Kena Wilbera "Śmiertelni nieśmiertelni". Autor poświęcił tam rozdział kwestii osób wspierających bezpośrednio ludzi poddawanych terapiom i leczeniu. Zwrócił uwagę na to, że ci stojący w cieniu są często obciążeni ponad siły i wbrew obiegowej opinii, nie są superbohaterami, a więc czasem nie dają rady. A przecież są ważni. Dlatego powinni również o siebie dbać. Czasem terapia może być im potrzebna.

 

Zwykła codzienność jest najcenniejsza

Wracając do codzienności bycia opiekunem dziecka z zaburzeniami rozwoju. Mamy tu do czynienia z czynnikiem ludzkim - jest dziecko i jest opiekun, a jak wiadomo czynnik ludzki bywa zawodny i zmienny. Trudno więc założyć coś z góry. Czasem się to udaje, a czasem nie. 

Jak powiedziała profesor Maria Grzegorzewska rodzicielstwo ze specjalnymi potrzebami, to zwykłe rodzicielstwo w specjalnych warunkach. Rozumiem to tak, że to zwykłe rodzicielstwo, ale bardziej skoncentrowane i uważne. Zawsze, kiedy zastanawiałem się co by tu jeszcze wprowadzić do terapii w podejściu domowym, po jakimś czasie dochodziłem do wniosku, że wystarcza „jeszcze więcej tego samego”. Po prostu codziennego, zwyczajnego życia, w którym szuka się zwyczajności, a nie rewolucji i fajerwerków. 

 

Efekt terapii nigdy nie będzie po jednym dniu

Raz na jakiś czas przychodzi taka myśl, że stoimy w miejscu, że dziecko nie robi postępów, że gdzieś popełniamy błąd. Nic nie idzie jak powinno, jesteśmy słabi, nudni i przemęczeni. Ludzie w internecie piszą o przełomach terapeutycznych, które dokonały się, bo użyta została jakaś magiczna metoda za tysiące złotych, a u nas cisza. Nic się nie dzieje. Dopadały mnie takie myśli wielokrotnie... Pozwalałem im wybrzmieć, nie angażując się w to. Wracałem do dziecka, do kontaktu z nim i uświadamiałem sobie, jak wielka jest różnica w kontakcie z nim w porównaniu do tego, co było rok wcześniej. Wystarczyło tylko przyjrzeć się bardziej. Bo to jest Rodzicielstwo Bardziej.  

Moje dziecko jest w terapii od kilku lat. Mieliśmy kilka różnych terapii, niektóre nadal mamy, kilka treningów słuchowych, współpracowaliśmy z kilkunastoma specjalistami. Nie zauważyłem, by w jakimś momencie nastąpił jakiś przełom, coś się diametralnie zmieniło i odmieniło moje dziecko (nagle jakby ozdrowiało). Nic takiego nie było. Obrazowo opisałbym to tak, jakby praca z dzieckiem z całościowymi zaburzeniami rozwoju była jak budowanie wież z pojedynczych kartek papieru. Tak jakbyśmy codziennie dokładali jedną kartkę papieru. Wieża rośnie bardzo powoli. Trudno ocenić to, o ile urosła z dnia na dzień, czy z tygodnia na tydzień, za to doskonale widać jak urosła po roku, albo dwóch. 

 

Zadbaj o siebie, aby dobrze dbać o dziecko

Cud się nie zdarzy, twoje dziecko nie odmieni się nagle. Nie będzie sprawiać wrażenia, że ozdrowiało. Bo ten cud jest rozłożony na wiele malutkich kroków i jest to cud niedoskonały. Jedne problemy znikają, a inne się pojawiają. Jednak, jeżeli nie odgradzasz dziecka od doświadczenia, dbasz o to, by było w dobrym środowisku i rozwijasz z nim kontakt, to powinieneś zaufać naturze - rozwój się dokonuje najlepiej jak to możliwe. 

To nie będzie łatwe i bezkonfliktowe życie, w którym będziesz czuć tylko radość i spełnienie. Więc dbaj również o siebie, bo inni tego nie zrobią.

 

Zdjęcie: Pixabay.com

Komentarze
Dodaj komentarz
Aktualnie brak komentarzy dla wpisu