Tata też przeżywa ciążę [felieton]

Ciąża diametralnie i nieodwracalnie zmienia całe życie kobiety – ale także mężczyzny. Przecież oboje z radością, niepewnością, czasem napięciem oczekują na dziecko, za które będą wspólnie odpowiedzialni. Jest to czas, który może bardzo zbliżyć do siebie przyszłych rodziców, ale i wywołać napięcia i nieporozumienia. Jak ja przeżywałem ciążę mojej żony?

 

Przyszły tata też przeżywa ciążę

 

„Będziemy mieli dziecko”, lub „jestem w ciąży”, to typowe słowa, które rozpoczynają nowy rozdział. Ciąża diametralnie i nieodwracalnie zmienia całe życie kobiety – ale także mężczyzny. Przecież oboje z radością, niepewnością, czasem napięciem oczekują na dziecko, za które będą wspólnie odpowiedzialni. Jest to czas, który może bardzo zbliżyć do siebie przyszłych rodziców, ale i wywołać napięcia i nieporozumienia. Jak ja przeżywałem ciążę mojej żony?

 

Dwie czerwone kreseczki

No tak, przeważnie od tego się zaczyna. Spóźnia się okres lub kobieta czuje się „podejrzanie”, więc zapada decyzja, by zrobić test. Potem jest te kilka minut, które zwykle wydają się być wiecznością i... nieśmiało, delikatnie, pojawia się druga kreska, świadcząca o tym, że nie jesteśmy już tylko we dwójkę ;-) U nas było podobnie, a listek testu z dwoma kreseczkami mamy do dzisiaj, w pudle z pamiątkami. Wtedy też zaczął się dla mnie zupełnie nowy etap życia, pełen radości – bo wtedy, gdy pojawiły się dwie kreski, była tylko radość.

 

Pierwsze USG i... mój, no cóż, wielki zawód

Pamiętam naszą pierwszą wizytę u ginekologa, do którego oczywiście poszliśmy razem. Tak naprawdę nie wyobrażałem sobie innego rozwiązania, jak tylko właśnie towarzyszenie żonie przy każdej wizycie. Przyznam też, że przemawiała przeze mnie po prostu ciekawość. Chciałem zobaczyć to moje dziecię i zobaczyłem... wielkie nic. No dobrze, przesadzam. I teraz oczywiście mam sam z siebie niezły ubaw, ale rzeczywiście już przed pierwszym badaniem USG oczekiwałem ujrzenia na ekranie po prostu malutkiego dziecka, a nie tylko niedużej, czarnej „plamki”, która dopiero miała stać się moim skarbem.

 

Po tym pierwszym USG czas przyszedł również na to w trójwymiarze. Dzięki niemu lekarz może się przekonać, że dziecko rozwija się prawidłowo, a rodzice mogą zobaczyć swoje dziecko. Oczywiście – my też mamy we wspomnianym wcześniej pudle z pamiątkami płytę z takim nagraniem. Pamiętam doskonale, że na badanie USG 3D również czekałem z niecierpliwością – i tym razem nie było zawodu. Na ekranie zobaczyłem wyraźnie twarz naszego bobaska, który nieporadnie osłaniał się przed dźwiękowymi falami. Pamiętam jak dzisiaj, że popłynęły łzy radości.

 

Pierwsze kopnięcia – ten pierwszy dotyk

Pamiętam, jak na to czekałem, na te pierwsze ruchy mojego nienarodzonego dziecka. Pytałem, „kiedy ono w końcu będzie kopać”? I jakie było to cudowne – poczuć, że „tam”, w brzuszku, rośnie taki brzdąc, który za kilka miesięcy pojawi się i będzie można go przytulić. To było cudowne uczucie, kiedy przytulony do żony oglądałem film i nagle dostałem „pod żebro” od małego zazdrośnika, który ewidentnie chciał być między nami. Takie momenty na zawsze zapadają w pamięć przyszłym rodzicom.

 

 

Ciążowe zachcianki, czyli lody z ogórkami

Kto z nas nie słyszał o przysłowiowych „ciążowych zachciankach”? Mówi się, że kobiety w stanie „błogosławionym” często nachodzi ochota na smakołyki i to o różnych porach dnia i... nocy. Czasem zdarzają się oryginalne zestawienia menu, jak wspomniane wyżej lody z ogórkami, a czasem preferencje kulinarne sprzed ciąży zupełnie się zmieniają – nagle np. z błogim uwielbieniem przyszłe mamy spożywają codziennie kapustę pod różną postacią, choć wcześniej za nią nie przepadały. Co ciekawe, zaobserwowałem podobne zachowania u przyszłych tatusiów. Wielu z nas z chęcią uczestniczy w tym ciążowym podjadaniu i też zaczyna im rosnąć brzuszek ;) To ostatnie na szczęście mnie ominęło, choć przyznaję, że nie raz towarzyszyłem żonie w wieczornych ucztach. To również jest jakaś forma „przeżywania” ciąży przez tatę, czyż nie?

 

Końcówka, czyli dzień narodzin

To chyba najbardziej stresujący dzień dla obojga rodziców. Ale tutaj tata musi pokazać, że jest spokojny, że się nie denerwuje. Pamiętam, że chyba mi się to udało, chociaż wewnętrznie toczyła się we mnie prawdziwa bitwa na emocje – z jednej strony oczywiście cieszyłem się, że to „już”, z drugiej strony byłem pełen obaw, czy nie będzie żadnych komplikacji ani kłopotów. A do tego jeszcze moja żona patrzyła na mnie, oczekując wsparcia w walce ze stresem i obawami. Na szczęście stanąłem na wysokości zadania, a przynajmniej tak mi się wydaje.

 

Cóż, w naszym przypadku zdecydowanie w ciąży „byliśmy oboje”. Przeżywałem ten okres na równi z żoną, tak samo jak ona denerwując się, walcząc z obawami, ale i ciesząc się tym, co nas czeka. I myślę, że tak jest z każdym ojcem, nawet jeżeli tego nie pokazuje. Bo każdy rodzic czeka na swoje dziecko. I każdy martwi się, boi i cieszy, że będzie odpowiedzialny za taki mały, bezbronny cud.

 

Zdjęcie: Fotolia

Komentarze
Dodaj komentarz
Aktualnie brak komentarzy dla wpisu